JiM , 9 stycznia 2012
To świadectwo odkopałem z gąszczu komentarzy. Wydaje mi się być niezwykle cenne.
Zastanawiałam się, czy to napisać, ale jednak to zrobię. Wprawdzie kiedy myślałam o swojej reakcji i ewentualnym komentarzu wczoraj, miał on być nieco krótszy i zarazem bardziej konkretny, ale uciekły mi słowa.
Zgadzam się w pełni, że nie jest łatwo usłyszeć od ukochanej osoby o tym, że nie czekała. Zgadzam się też, że te słowa wręcz powalają na kolana.
Ale też zgadzam się z tym, że i dla tej osoby „nie czekającej” wcześniej, rozmowa na temat i niema prośba o wybaczenie mogą być trudne – zwłaszcza, jeśli żałuje i czuje ciężar tego balastu, chce żyć inaczej.
Nie zapomnę wyrazu twarzy i oczu mojego obecnego narzeczonego, kiedy na początku budowania naszej relacji powiedział mi o tym, co było. I słusznie, bo jeśli mamy budować relację i przyszłe małżeństwo na prawdzie, zatajenie tego nie miałoby sensu od samego początku.
Pamiętam, że wtedy powaliło mnie to na kolana.
Zresztą już o tym pisałam przy okazji innego tematu, może mniej szczegółowo.
Było wtedy zimno, staliśmy w jakiejś małej uliczce, obok nas przeszły jedna czy nawet dwie osoby, ale pamiętam, że ja czułam się jakbym wrosła w ziemię. Wszystko wokół stanęło dla mnie w miejscu, bo wiedziałam, że od tego momentu nic nie będzie takie jak było. Że okres chodzenia w chmurach na skrzydłach feromonów właśnie mija, a zaczyna się życie i tak naprawdę dopiero teraz zaczyna się prawdziwa relacja – z naszymi słabościami, niedoskonałościami i akceptacją drugiej osoby.
Ale – jak w słowach pewnej piosenki – „miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty (…) miłość to żaden film w żadnym kinie, ani róże, ani całusy małe duże, ale miłość – kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze”. Coś w tym jest, choć to tylko piosenka.
Nikt nie obiecywał, że w miłości nie będzie cierpienia. Ale ja wierzę, że Chrystus cierpiał za nas wszystkich o wiele więcej i wszystkim nam przebaczył. I – jak już pisałam w tamtym innym temacie – postanowiłam wybaczyć. A raczej uczyć się wybaczać, bo nie jest to łatwe i nie przychodzi od razu. Każdego dnia tak naprawdę trzeba sobie wybaczać to i owo.
I powtórzę: nie zapomnę wyrazu twarzy i oczu mojego narzeczonego wtedy, gdy mi o tym mówił. Nigdy wcześniej i nigdy później nie widziałam go tak zawstydzonego i niepewnego jak się zachować.
Widziałam w jego oczach jakiś lęk – czy to przed moją reakcją, czy przed tym co będzie dalej z nami – i jednocześnie widziałam jak strasznie mu na mnie zależy i jak bardzo żałuje tego co było. W takich chwilach widać najlepiej, że oczy są zwierciadłem duszy.
Jakiś czas później mój narzeczony powiedział mi, jakby na potwierdzenie tego, co sama wtedy wyczułam, że to była chyba najtrudniejsza rozmowa w jego życiu.
